Wespnę się po drabinie doświadczenia w górę, a stamtąd będę miała lepszy widok na różne warianty drogi przede mną. Ufam sobie, że wybiorę tą najlepszą.
Biolchemiczna przygotowała dla Was coś zupełnie nowego! Zaczynamy cykl wpisów przedstawiających historie osób, które tak jak Ty związały swoją przyszłość z biologią oraz chemią. Zastanawiacie się, co możecie robić po zdaniu matury z tych przedmiotów? Za chwilę poznacie Karolinę. która na maturze zdawała rozszerzoną biologię oraz chemię. A dziś studiuje fizjoterapię na Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego i jest z tego wyboru niezwykle zadowolona. Czy istnieje życie po maturze? Przekonajmy się wspólnie!
Na początku daj nam się lepiej poznać!
Cześć! Mam na imię Karolina i w tym roku skończyłam 23 lata. Jeśli mam być szczera to przestałam liczyć po dwudziestych pierwszych urodzinach. Teraz już wiem, czemu ludzie w wieku naszych rodziców wolą obchodzić tylko imieniny.
Wolny czas uwielbiam spędzać w górach – aktualnie jestem w trakcie „kolekcjonowania” szczytów Korony Gór Polski. Jeśli chodzi o moje pozostałe pasje, to we wszystkich jestem samoukiem. Należą do nich: fotografia, grafika komputerowa, gra na gitarze, ukulele, projektowanie i zarządzanie stronami internetowymi oraz social mediami. Najnowsza z moich „zajawek” to tworzenie w domu małej dżungli. Chociaż raczej to nauka nie-zabijania mniejszych i większych roślin, których kolekcję skrupulatnie powiększam.
Od 2018 roku działam aktywnie w Stowarzyszeniu Opieki Hospicyjnej i Rehabilitacji Społecznej „Bo mogę!” w moich rodzinnych okolicach. To grupa ludzi zupełnie różnych specjalności, w zupełnie różnym wieku, którzy wspólnymi siłami chcą stworzyć hospicjum stacjonarne dla dorosłych. Czyli takie miejsce, w którym godność człowieka będzie szanowana do ostatniej chwili życia. Czy to nie jest coś wspaniałego?
Teraz powiedz co nieco o Twojej edukacji przed studiami.
Biol-chem z krwi i kości. Wybierając rozszerzenie w liceum nie wyobrażałam sobie siebie na żadnym innym. Co prawda miałam rozszerzoną również fizykę, ale na ten temat spuszczę zasłonę milczenia, bo fizyk ze mnie żaden. Maturę pisałam grubo ponad 4 lata temu [w 2016 r. – przyp. red.] i rozszerzałam oczywiście biologię oraz chemię.
Jak wyglądały Twoje przygotowania do matury?
Przez pierwszy rok liceum postanowiłam radzić sobie ze wszystkim sama. Kompletowałam zbiory zadań, notatki i podręczniki jak szalona. Pierwsza klasa to był raczej czas na rozpęd i oswojenie się. Nie przypominam sobie, żebyśmy przerobili zbyt wiele zagadnień z poziomu rozszerzonego.
Po pierwszej klasie zorientowałam się, że system jest brutalny, a klucz maturalny bezwzględny. Robiłam masę zadań z obu przedmiotów, jednocześnie starając się nie ignorować zbytnio przedmiotów poza-maturalnych. Dziś na moje czerwone paski z liceum patrzę raczej z ogromnym rozbawieniem, bo nie mają dla mnie zbyt dużej wartości. No chyba, że będę nimi w przyszłości szantażować moje dzieci.
W drugiej klasie rozpoczęłam również kompletowanie fiszek przyklejanych na ścianie nad biurkiem na karteczkach samoprzylepnych. Umieszczałam tam zagadnienia „must know” oraz te, których ni w ząb nie mogłam zapamiętać. Dzięki temu każdego dnia miałam je w zasięgu wzroku.
W klasie maturalnej uczęszczałam na korepetycje z biologii do nauczyciela, który był jednocześnie egzaminatorem maturalnym. Ponieważ nie miałam raczej kłopotów z wiedzą, to zajęłam się na nich rozwiązywaniem zadań maturalnych typowo „pod klucz”. Pomogło! Polecam!
Dodatkowo były setki rozwiązanych arkuszy maturalnych, Witowski przerobiony od deski do deski, Pazdro przemielony razem z okładkami oraz kilka konkursów chemicznych, z których jeden dał mi nawet indeks na Politechnikę Krakowską. Niestety ostatecznie nie wykorzystałam tej szansy.
Jaki kierunek obecnie studiujesz?
Obecnie jestem szczęśliwą studentką ostatniego roku fizjoterapii na Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w stacjonarnej lub, jak kto woli – dziennej formie. Mój rocznik [2016 – przyp. red.] jest ostatnim, który podlegał dwustopniowemu systemowi studiów tzn. miał do obrony zarówno pracę licencjacką i magisterską.
Dlaczego zdecydowałaś się studiować ten kierunek?
Bo zabrakło mi 10 pkt na lekarski. Serio! Uwielbiam to pytanie oraz miny ludzi, którym udzielę na nie odpowiedzi.
Nie ma tu żadnej większej filozofii: zawaliłam maturę z chemii, bo po maturze z biologii byłam z siebie bardzo zadowolona – napisałam ją śpiewająco na dobrze ponad 80%. Przyznaję, że mój świat w tamtym momencie drgnął w posadach, ale trochę pocieszał mnie fakt, że znakomita większość mojego rocznika też poległa na chemii.
Nie widziałam opcji przeczekania roku w domu, chociaż jeszcze zaczynając studia miałam plany poprawiać maturę. Więc za namową mamy wybrałam się na fizjoterapię i wyjeżdżając do Krakowa zabrałam ze sobą nawet trochę materiałów do powtórek.
Dlaczego UJ? Bo od zawsze podobał mi się Kraków, poza tym kierowałam się niewątpliwym prestiżem tej uczelni. Po pół roku studiów wiedziałam już, że wcale nie chcę być lekarzem, że jeszcze bardziej nie chcę pisać matury po raz kolejny i szybko pozbyłam się wszystkich materiałów, które ze sobą przywiozłam.
Fizjoterapia okazała się strzałem w dziesiątkę!
Jak wyglądał pierwszy rok studiów?
Hmm… to był przeskok w zupełnie inny świat, jeśli chodzi o naukę. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ilość informacji, które przyswajasz przez całe liceum jest równa ilości informacji przyswajanej przez pierwszy rok akademicki. A „małą maturą” można nazwać każdą sesję.
Pierwszy rok studiów to rok na „odsiew” studentów i nikt nawet tego nie ukrywa. Jeśli chcesz mieć wolny wrzesień i nie stresować się kolejną rekrutacją i zaczynaniem od nowa to musisz się przyłożyć i tyle, bo tu nie ma miejsca na kombinowanie. Anatomia i fizjologia „wykosiły” ponad jedną trzecią rocznika. Nie znam lepszego uczucia, niż wyjście z Katedry Anatomii na ciepłe lipcowe powietrze po zdaniu tzw. szpilek, czyli egzaminu praktycznego.
Początek studiów to jednak głównie teoria: kilka „dużych” przedmiotów, jak wspomniana anatomia i fizjologia, mnóstwo zapychaczy, przedmiotów tzw. humanistycznych. Pierwsze praktyczne informacje zdobywaliśmy dopiero na wakacyjnych praktykach. Chociaż bardziej wyglądało to jak stado przestraszonych surykatek, które nadstawiają uszy oczekując zagrożenia, niż jak zdobywanie informacji, bo nie mieliśmy pojęcia jak zabrać się do pracy z pacjentem i czego będzie się od nas oczekiwać.

Do dziś z ogromnym sentymentem wspominam tydzień tzw. praktyk pielęgnacyjnych, podczas których przejmowaliśmy część obowiązków pielęgniarek i salowych na oddziale. Przebieranie pościeli, zbieranie wywiadu, mierzenie ciśnienia, transport pacjentów, karmienie ich, bieganie po szpitalu z próbkami do badań i wynikami. Jako studenci fizjoterapii mogliśmy wykonywać tylko niewielki odsetek czynności, które na co dzień wykonują pielęgniarki. To było dla mnie niesamowite przeżycie i od tamtej pory nigdy krzywo nie spojrzałam na żadną pielęgniarkę – to niedoceniane bohaterki, a nie tylko jakiś tam element ochrony zdrowia! (W dodatku zawsze piją zimną kawę, co dla mnie jest wystarczającym wyznacznikiem ich poświęcenia i oddania!)
Czy uczelnia daje Ci możliwości rozwoju? Jeśli tak, to jakie i czy z nich korzystasz?
Dostęp do możliwości rozwoju na takiej uczelni jak moja jest nieograniczony. Stypendia, programy naukowe, kursy, wymiana studencka, sekcje sportowe, samorząd studentów, niezliczona ilość kół naukowych oraz konferencji – to wszystko miejsca, w których można rozwijać siebie i swoją wiedzę.
Sama już drugi rok jestem przewodniczącą Studenckiego Koła Naukowego Fizjoterapii UJ CM, a tę szansę na rozwój dostałam od promotora mojej pracy licencjackiej, który jest jednocześnie jego opiekunem. To bezcenna okazja na poznanie niezwykle ciekawego świata naukowego – badań, analiz, dowodów, hipotez, wniosków – za którą jestem ogromnie wdzięczna.
Regularnie pogłębiam swoją wiedzę na kursach oraz konferencjach, nie tylko tych organizowanych przez moją uczelnię. Dobrze jest czasem spojrzeć z boku i doświadczyć czegoś nowego, wymienić się spostrzeżeniami i poglądami z innymi studentami, przedyskutować przypadki i posłuchać ludzi dużo bardziej doświadczonych.
Jaka atmosfera panuje na uczelni? Jak wygląda życie poza studiami w Twoim mieście?
Atmosfera na uczelniach medycznych to zawsze zagadnienie specyficzne, ale jestem w stanie postawić tezę, że „medyk medyka zrozumie”, a przynajmniej spróbuje. Osobiście mam sporo znajomych z innych kierunków i roczników studiów i stwierdzam, że są to bardzo ciekawe osobowości!

W miarę upływu lat na studiach więzy grupowe trochę się rozluźniają, bo każdy zaczyna myśleć o swoim życiu i o tym, jak je sobie najlepiej ułożyć. Nie brakuje jednak okazji do spotkań towarzyskich w gronie tych, z którymi relacje przez czas studiów stały się szczególnie silne, do wspominania poprzednich lat studiów i dyskutowania o planach na przyszłość.
Wydaje mi się, że mam już za sobą lata maksymalnego wykorzystania potencjału Krakowa jako studenckiego miasta i podkreślam, że jest to genialne doświadczenie! Warto zwiedzać (nie tylko muzea, ale też puby ;), poznawać, podróżować, doświadczać – na studiach jest na to naprawdę sporo czasu. Najlepsze wspomnienia przywoziłam zawsze z górskich rajdów organizowanych przez uczelnię.
Studia a praca?
Spokojnie do pogodzenia!
Pracuję dorywczo od drugiego roku studiów z małymi przerwami. Niestety moje główne źródło zarobków nie jest związane z moim kierunkiem studiów, ale nie ukrywam, że szukałam pracy blisko domu, żeby nie tracić czasu na dojazdy. A to, czy będzie to praca „rozwojowa”, czy też nie, było dla mnie wartością drugorzędną.
Nie zdecydowałabym się na pracę na pierwszym roku studiów, bo to rok na rozeznanie się w akademickiej rzeczywistości i skosztowanie „studenckiego życia”. Taki czas już się nie powtórzy, dlatego według mnie warto być przez ten rok dla siebie wyrozumiałym i odpuścić sobie pracę. Później będzie na nią wystarczająco dużo czasu.
W tym aspekcie warto także pamiętać o budowaniu sobie sieci kontaktów zawodowych, które niejednokrotnie mogą się przydać. Konferencje, praktyki – to wszystko miejsca, w których możesz poznać swoich potencjalnych pracodawców lub współpracowników. Zawsze lepiej mieć szersze perspektywy niż węższe.
Czasem warto pomyśleć również o wolontariacie, nawet w niewielkim wymiarze godzin. To niesamowita kopalnia doświadczenia, a satysfakcja płynąca z bezinteresownej pomocy jest nieporównywalna z niczym innym. Poza tym wpis do CV, który mówi o odbytym przez Was wolontariacie znacznie podnosi Waszą wartość w oczach pracodawcy.
Jaki jest Twój ulubiony cytaty kierujący Cię w życiu?
Life begins at the end of your comfort zone.
Gdzie widzisz siebie za 5 lat?
Pytanie rodem z rozmowy rekrutacyjnej. Patrząc realnie za 5 lat będę już mogła prowadzić własną praktykę fizjoterapeutyczną. Ale na dzień dzisiejszy nie wiem, czy będę to robić, bo nie wiem jak potoczy się moja droga zawodowa.
Podstawa to zdobycie doświadczenia, takich „podwalin” pod wykonywany zawód. Bo czym innym jest wiedza, którą przyswaja się na studiach, a czym innym wykorzystanie tej wiedzy w praktyce. A jeszcze czym innym „starcie” z problemami pacjenta, który nie jest bytem hipotetycznym: myśli, czuje, ma prawo do gorszego dnia. Tego nie da się do końca poznać na studiach.
Nie widzę się w określonym miejscu. Chcę przez 5 lat zdobyć konkretne doświadczenie, rozwinąć się w kierunkach, które mnie interesują, ukończyć jeszcze kilka kursów. Być może zainteresować się również pracą naukowo-badawczą.
Wespnę się po drabinie doświadczenia w górę, a stamtąd będę miała lepszy widok na różne warianty drogi przede mną – ufam sobie, że wybiorę tą najlepszą.
Jakie masz wskazówki dla przyszłych studentów Twojego kierunku albo ogólnie dla maturzystów? Co chcesz powiedzieć przyszłym studentom?
Studia to sztuka wyboru – nie staraj się być dobrym ze wszystkiego.
Chyba, że nauka tego „wszystkiego” przychodzi Ci z dziecinną łatwością, wtedy śmiało.
Jeśli jednak nie jesteś „nadczłowiekiem” to odpuść sobie przedmioty, które po samej już nazwie możesz udać za nieprzydatne. Szkoda marnować energię na przyswajanie niepotrzebnej wiedzy z tzw. przedmiotów-zapychaczy, a pierwszy rok jest ich pełen.
Dziś mam już ten komfort, że uczę się tego, co mnie interesuje i tego, w czym chcę się rozwijać. Resztę przepycham po najmniejszej linii oporu i nawet tego nie ukrywam.
Rada dla studentów? Znajdź sobie mentora. Nie musi być to profesor miliona specjalności, może to być nawet młody doktorant z ogromną pasją i zapałem. Spróbuj podpatrywać jego sposób pracy i przekazywania wiedzy. Z autorytetów czerp pełnymi garściami, a nad resztą przejdź do porządku dziennego.
Breaking news: oceny nie oznaczają absolutnie niczego. Mamy na roku stypendystów, którzy już wiedzą, że nie będą pracować w zawodzie, bo zwyczajnie nie rozbudzili w sobie do niego pasji. Z drugiej strony są na nim również studenci zupełnie przeciętni, niemal trójkowi, którzy znaleźli swoją niszę i rozwijają swoją pasję zawrotną prędkością, a pacjenci ich uwielbiają.
Nie znaczy to, że należy nie mieć ambicji! Pragnienie bycia najlepszym to nic złego. Jeśli jednak za świetnymi ocenami nie idzie pasja to szkoda marnować swój czas.
Jeśli więc jesteś w liceum i martwisz się, czy ogarniesz wszystko na tyle, by mieć świadectwo z paskiem to powiem Ci, że o moje świadectwo po maturze nikt nigdy nie zapytał. Dodam nawet więcej: żaden pracodawca nie zapyta nigdy o moje oceny ze studiów!
Rozwijaj pasje, bądź ciekawy świata, miej szerokie horyzonty i wiele zainteresowań, rób coś ponad! Może to być wolontariat, koło naukowe, etc. Uprawiaj sport, dużo się ruszaj, podróżuj, nie daj się zabić schematom i myśl nieszablonowo.


